Marakesz, zły czy nierozpoznany ?

Marakesz – mówią, że to perełka Maroka.

Czyta się też, że to trauma nie do przejścia. Jak jest naprawdę ? Najlepiej sprawdzić organoleptycznie co też uczyniliśmy. Nocnym busem z Fezu dotelepaliśmy się o 4 rano na obskurny dworzec autobusowy i niestety taka wczesna pora zmusiła nas do obowiązkowej herbatki w towarzystwie dwóch zaprzyjaźnionych niemców. Swit oznaczał dla nas możliwość ruszenia w miasto by zorganizować jakiś nocleg. Obskurny (i mega tani) hotelik Gazzelle był tym czego szukaliśmy, zarówno w kwestii miejsca jak i ceny. Prysznic, francuskie naleśniki z kawą na tarasie i można ruszyć w miasto. Sam plac Djemaa El Fna w ciągu dnia nie zachwyca – spora przestrzeń, wozy z których sprzedaje się różna smakołyki, migdały, figi, orzechy oraz soki ze świeżych pomarańczy. Te smakują genialnie aczkolwiek (dla higienicznych purystów) należy dość mocno przymknąc oko na to w jaki sposób jest to podawane. Szklanki z pysznym sokiem oczywiście są solidnie myte – w jednym wiadrze z wodą. Mając na uwadze ilość szklaneczek napoju która jest dziennie czyszczona w rzeczonym wiadrze – poczęstunek taki wymaga sporej odwagi 🙂 Ale warto.

Marakesz - plac

Marakesz – plac

sprzedawca orzeszków :)

sprzedawca orzeszków 🙂

Medyna mimo że wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO ma się nijak do medyny w Fezie. Dość mocno skomercjalizowana i nastawiona na bogatych turystów traci mocno na swej klimatyczności i powoduje ze po kilku godzinach błądzenia, gubienia się i plątania się w przeróżnych jej zakamarkach, ma się dość. Kolorowe stragany z plastikowym błyszczącym badziewiem i tandetną biżuterią atakują z każdej strony, setki „przewodników” nie daje spokojnie przejść i każdy z nich doskonale wie co chcielibyśmy kupić i to właśnie on ma to najlepsze i najtańsze. Już nawet na klasyczne pytania skąd jesteśmy odpowiadamy równocześnie hi, from China – czym wzbudzamy salwy śmiechu i na szczęście odpuszczają sobie całe to swoje natręctwo i chęć niesienia pomocy. Klasyczne zabytki oblatujemy dość szybko, a zaoszczędzony czas przeznaczamy na spacery po różnych zakamarkach i nawet trafiamy na jakieś osiedle mieszkaniowe. Chyba najlepiej nam jest z dala od turystycznych szlaków 🙂

Marakesz - z dala od turystycznych miejsc.

Marakesz – z dala od turystycznych miejsc.

Marakesz - jadłodajnie.

Marakesz – jadłodajnie.

Marakesz - za medyną :)

Marakesz – za medyną 🙂

życie płynie zupełnie nieśpiesznie

Wieczorkiem zmęczeni wyruszamy na plac. Jest jakieś takie niezdrowe podniecenie jak się ma zobaczyć miejsce o którym się wszyscy rozpisują w samych superlatywach, bo z jednej strony człowiek ma jakieś określone oczekiwania i chciałby wielkiego WOW, a zdrugiej strony bardzo łątwo się rozczarować. To tak jak z Taj Mahal, Angkorem czy wieżą Eiffla – każdy widział na zdjęciu, a jak się przed tym stanie to niekoniecznie zrywa to czapkę z głowy. Podobnie jest z placem w Marakeszu, tyle się słyszy o zaklinaczach węży, kuglarzach, bajkoopowiadaczach, o tym że marokańczycy wychodzą wieczorami na plac coś zjeść, posłuchać bajek czy podziwiać kuglarzy lub innych zabawiaczo czasoumilaczy. Miejsce magiczne, zakochasz się od razu, te zapachy, te dźwięki, ci ludzie – to wszystko ma niby spowodować, że miejsce będzie niezapomniane. Tylko niestety tej magi troszkę brakuje – owszem mamy poprzebieranych w kolorowe stroje kuglarzy co to wywijają różne cuda, mamy zaklinaczy węży którzy to zamiast węża zaklinają twój portfel by wyskoczyły z niego dirhamy, podczas gdy człowiek jest zaaferowany chwilowym posiadaniem węża na własnej szyi, mamy różnych organizatorów zabaw czy gier – ale bardzo szczelnie otoczonych współpracownikami którzy notorycznie pukają palcem w ramię domagając się zapłaty. Na dłuższą metę jest to irytujące bo mimo szczerych chęci uczestnictwa w tych zabawach czy chociażby zwyczajnego spędzenia czasu pośród mieszkańców Marakeszu, człowiek nie zajmuje się niczym innym jak tłumaczeniem że pieniędzy nie ma, że aparat który wisi u szyi nie zrobił zdjęcia i ogólnie udowadnianiu że wielbłądem nie jest. A gdy już kolejne zapytanie nas wystarczająco zmęczy to wypada coś zjeść. Wybór niesamowity – ślimaki, przekąski z grilla, szaszłyki ułożone równym rzędem na liściach przypraw – wygląda obłędnie ale czy smakuje podobnie ? Zasiadamy w jednej klasycznej wozo/jadłodajni i wybieramy zestaw szaszłyków, do tego jakaś zakąseczka. I znów wszystko cudnie, kelner zachęca, zanęca, opowiada o jedzeniu, kusi i poklepuje przyjacielsko po ramieniu. Radość, śmiech i kiełkująca przyjaźń polsko-marokańska. Wystarczy usiąść w jego knajpie z nadzieją na ciąg dalszy miłej obsługi i czar pryska. Kelner znika, o jedzenie ciężko się doprosić a jak doniosą to prawie zimne. Trzeba mieć wyjątkowy talent by podać zimne mięso z grilla ! Klient złapany, czas szukać nowego. Ten złapany zje, wkurzy się, zapłaci kosmiczne pieniądze i wróci zniesmaczony. Może w drodze powrotnej dopije sokiem pomarańczowym i przetrąci figę. Magia placuspowodowała, ze w tej chwili to całkiem prężnie kwitnący biznesik i centrum naciągactwa. Zarówno plac jak i wszystkie kilkupiętrowe restauracje wokół. No bo kto nie chciałby się napić pysznej mint tea i przekąsić grillowanym pomarańczem w cynamonie ? I do tego patrzeć na plac pełen ludzi, dźwięków i dymiących grillowanych potraw. Pewnie każdy chciałby. A że zapłaci za to 5 razy więcej niż normalnie? I tak bywa.

Marakesz - plac nocą.

Marakesz – plac nocą.

 

No ale żeby już tak nie przeklinać Marakeszu zupełnie, to jedliśmy tam najlepszą harrirę pod słońcem. Trochę oddalona od placu knajpka, niewielkie stoliki z obrusem z ceraty, obowiazkowy sztuczny kwiatek i właściciel znudzonym wzrokiem wpatrujący się w jakąś telewizyjną telenowelę. Z menu wybieramy zupę ale to co nam zaserwowano przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Gęsta zawiesista zupa z mięsa baraniego, ciecierzycy, soczewicy, ostrych przypraw z kuskusem i ryżem. Mix wszystkiego co najlepsze a dawka energii na cały dzień. Testowaliśmy jeszcze w innych miastach harrirę ale nigdzie nie była tak wyborna. W tej materii Marakesz jest zdecydowanym zwycięzcą.

woda, orzeszki, suszenie skarpetek i wypisywanie widokówek – popołudnie w hotelu Gazzelle 🙂

Comments

comments

Marcin

Bywalec różnych miejsc z aparatem w dłoni. Podróżuj i zarabiaj razem z nami na airbnb. Rejestrujesz się i dostajesz pieniądze na noclegi: www.airbnb.pl/c/mgabruk

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.